Przemyślane układy mieszkań, solidny wykonawca, zieleń, która nie kończy się na wizualizacji. A w ogłoszeniu? „Nowoczesne osiedle w otoczeniu zieleni, stworzone z myślą o rodzinach”. Słowo w słowo jak u sąsiada. Wizerunek inwestycji to wszystko, dzięki czemu klient widzi różnicę, zanim zapyta o rabat.
Wyobraź sobie klienta z trzema otwartymi kartami w przeglądarce. Na każdej wizualizacja w złotej godzinie, para z wózkiem i rowerzysta na ścieżce. Na każdej „komfortowe mieszkania”, „funkcjonalne układy” i „doskonała komunikacja z centrum”. Nazwy? „Park”, „Ogrody”, „Zielone Coś”. Mógłby przekleić opis z jednej strony na drugą i nikt by nie zauważył (łącznie z deweloperami).
Kiedy nie widać różnicy, mózg robi to, co najprostsze: porównuje to, co da się porównać. Cenę za metr. I od tego momentu to Twój handlowiec tłumaczy się z każdego tysiąca, zamiast opowiadać, dlaczego warto zapłacić więcej.
Jeśli w opisie można podmienić nazwę osiedla na inną i nic się nie zmienia, to ten opis nie mówi nic o Twoim projekcie.
Klient dzwoni „w sprawie tych Ogrodów… albo Tarasów, tych przy parku”. Handlowiec zgaduje, czy chodzi o jego inwestycję, czy o konkurencję dwie ulice dalej.
„Zacisze” przy torach, „oaza spokoju” przy obwodnicy. Klient sprawdzi to w Street View w dwie minuty i od tej chwili nie wierzy już niczemu innemu z folderu.
Tyle ogłoszeń z rynku pierwotnego przeanalizowałam w raporcie o języku komunikacji deweloperów. Niemal połowa odwołuje się do „zieleni” albo „bliskości natury”, niemal tyle samo do „nowoczesności”. U części dużych firm opisy kolejnych inwestycji są do siebie podobne nawet w 78%. Różnice między miastami są niewielkie, czyli to nie rynek tak mówi, tylko firmy (i ich agencje).
Raport „Język komunikacji marketingowej deweloperów na rynku pierwotnym w Polsce”
Dobra wiadomość? Różnica zwykle jest. Trzeba ją tylko z inwestycji wyciągnąć i nazwać. Dosłownie.
Nie zaczynam od tekstów. Zaczynam od pytań: dla kogo jest ta inwestycja, czym naprawdę różni się od tej po drugiej stronie ulicy i co jest prawdziwe w jej lokalizacji. Także to, czym nikt nie chce się chwalić. Jeśli obok biegnie obwodnica, nie napiszę o „oazie spokoju”, tylko o trzech minutach do wjazdu na trasę. Klient i tak ją zobaczy, a tak przynajmniej dowie się o niej od Ciebie.
Przez Portal Nieruchomości widzę, o co kupujący pytają, zanim przyjdą do biura sprzedaży, i czego się boją. A jako dziennikarka całe zawodowe życie szukam słów, które ktoś zapamięta po jednym przeczytaniu. Z tych dwóch rzeczy powstaje historia inwestycji, a z historii wszystko inne: nazwa, strona, broszura i to, co mówią handlowcy.
W pakiecie Wizerunek Inwestycji dostajesz:
Dla kogo budujesz, z kim konkurujesz i czym wygrywasz. Ustawione tak, żeby klient rozumiał wartość, zanim zapyta o cenę.
Nazwa, która streszcza historię inwestycji, a nie dopisuje kolejny „park” do mapy. Każda propozycja z uzasadnieniem i przetestowana: czy da się ją wymówić przez telefon, zapisać bez literówki, znaleźć w Google i czy nie myli się z inwestycją za rogiem.
Historia inwestycji opowiedziana tak, żeby strona, broszura i handlowiec mówili to samo. Razem z uczciwą odpowiedzią na to, co w lokalizacji może klienta niepokoić.
Gotowe materiały, w których ta historia jest opowiedziana do końca. Bez „komfortowych mieszkań” i bez wizualizacji podpisanych „oaza spokoju”.
Status prac, pliki i materiały do akceptacji w jednym miejscu. Bez maili „na jakim jesteśmy etapie?”.
Chcesz zobaczyć wszystkie pakiety obok siebie?Wizerunek Inwestycji, Wizerunek Dewelopera, abonament eksperckiego contentu i obsługa PR – z zakresem i cenami.
Otwórz ofertęMasz już nazwę i materiały, a sprzedaż ruszyła? Nie zawsze trzeba zaczynać od zera. Na bezpłatnej konsultacji powiem wprost, co warto zmienić, a co zostawić.
30 minut, bezpłatnie. Rozmawiamy o inwestycji, lokalizacji i o tym, na jakim etapie jesteś.
Lokalizacja, grupa docelowa, plan inwestycji i to, jak mówią o sobie projekty w okolicy.
Ustalamy, czym inwestycja ma wygrywać i co ma obiecywać. Wszystko dalej wyrasta z tego.
Kierunki nazw z uzasadnieniem, testy i historia inwestycji opowiedziana jednym głosem.
Teksty i materiały, w których ta historia jest opowiedziana do końca.
Gotowe materiały trafiają do zespołu sprzedaży. Wszystko na bieżąco w Panelu Klienta.
Jestem dziennikarką i licencjonowaną pośredniczką w obrocie nieruchomościami. Przez Portal Nieruchomości widzę, jak kupujący szukają mieszkań: co wpisują w Google, czego się boją i po czym odróżniają jedną inwestycję od drugiej (spoiler: zwykle nie mają po czym).
A jednocześnie zależy mi, żeby deweloperzy dobrze zarabiali na dobrym produkcie. Dlatego piszę tak, żeby klient zrozumiał, za co płaci – i nie szukał rabatu tam, gdzie wystarczyło wyjaśnienie. W branży od 2016 roku.
„Z pełnym przekonaniem rekomenduję usługi Pani Eweliny. Profesjonalizm w terminowym dostarczaniu materiałów i ich wyjątkowej jakości."
„Nasz sprawdzony partner do zadań specjalnych. Terminowość? Zawsze. Merytoryka na poziomie, którego oczekują nasi klienci."
„Współpracuję z Panią Eweliną od 2022 roku i z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć: to był dobry wybór. Teksty są zawsze dostarczane na czas, często z dodatkami, które pozytywnie mnie zaskakują. Cenię sobie inicjatywę i pomysłowość, która wykracza poza ustalone ramy – to partnerstwo, a nie tylko realizacja zleceń. Solidnie, sprawnie i z głową."
To sposób, w jaki konkretny projekt wypada na tle konkurencji: dla kogo jest, czym się wyróżnia, jak się nazywa i jak opowiadają o nim strona, broszura i handlowcy. Dobrze ustawiony wizerunek inwestycji sprawia, że klient widzi różnicę, zanim zacznie porównywać samą cenę za metr.
W ReImmagine pakiet Wizerunek Inwestycji zaczyna się od 12 000 zł netto. Obejmuje pozycjonowanie inwestycji, naming, narrację sprzedażową, landing i broszurę PDF oraz dostęp do Panelu Klienta. Wycena powstaje po bezpłatnej, 30-minutowej konsultacji.
Wizerunek inwestycji dotyczy jednego projektu i tego, jak wypada na tle sąsiednich. Wizerunek dewelopera dotyczy całej firmy: jej nazwy w Google, głosu zarządu i przygotowania na kryzysy. Jeśli firma ma dobrą opinię, a problemem jest to, że projekt ginie wśród podobnych, zwykle wystarczy wizerunek inwestycji.
Zacząć nie od nazwy, tylko od pozycjonowania: dla kogo jest inwestycja, czym różni się od sąsiednich i co jest prawdziwe w jej lokalizacji. Nazwa ma to streszczać. Potem każdą propozycję warto sprawdzić: czy da się ją wymówić przez telefon, zapisać bez literówki, znaleźć w Google i czy jej obietnica ma pokrycie w tym, co klient zobaczy na miejscu.
Tak, uczciwie i z drugą stroną medalu. Klient i tak zobaczy obwodnicę czy tory przy pierwszej wizycie albo w Street View. Jeśli dowie się o nich od dewelopera, razem z tym, co z tego wynika dla niego dobrego, zaufanie rośnie. Jeśli odkryje je sam, zaczyna sprawdzać wszystko inne.
Można, ale rzadko się to opłaca. Trzeba wymienić materiały, oznaczenia i kampanie, a klienci, którzy już kojarzą starą nazwę, muszą nauczyć się nowej. Zmiana ma sens głównie wtedy, gdy obecna nazwa wyraźnie szkodzi: myli się z konkurencją albo obiecuje coś, czego inwestycja nie ma.
Nie ma takiego obowiązku. Przy dużych projektach albo serii inwestycji pod jedną marką warto to rozważyć, a przynajmniej sprawdzić, czy nazwa nie koliduje z już zarejestrowanymi znakami. Decyzję o zgłoszeniu najlepiej skonsultować z rzecznikiem patentowym.
30 minut rozmowy o Twoim projekcie i o tym, co ma zobaczyć klient, zanim zapyta o cenę. Bez zobowiązań – i bez „komfortowych mieszkań”.